Drogi Czytelniku! Obecnie mieszkam w Japonii. Blog o Węgrzech ma się dobrze i wciąż będą pojawiały się na nim wpisy. Zapraszam również na blog o Japonii i na facebooka Arigatou.

30 czerwca 2016

Życie na Węgrzech - trzęsienie ziemi na Węgrzech (29. stycznia 2011)

Jeżeli myślicie, że trzęsienia ziemi mają miejsce jedynie w Azji, czy w Ameryce Południowej, jesteście w błędzie. Chcę tutaj opisać dosyć nietypowe trzęsienie pochodzenia tektonicznego, które miało miejsce na Węgrzech. Jak zawsze podkreślam, życie na Węgrzech obfituje w niespodziewane sytuacje. To wydarzenie nie dotyczyło mnie bezpośrednio, ale akurat jeden z moich znajomych doświadczył go osobiście.

1. Trzęsienie nadeszło wieczorem, około 18.45


Epicentrum trzęsienia znajdowało się około 70 km na zachód od Budapesztu, niedaleko miejscowości Oroszlány i Heves. Głębokość, na której się znajdowało, była dosyć niewielka - zaledwie 10,1 km. Magnituda wyniosła 4,8 stopnia w skali Richtera.

Podczas trwających 38 sekund wstrząsów, w domach przesuwały się meble, ze ścian spadały obrazy, niektóre urządzenia ulegały uszkodzeniu. Popękały ściany setek budynków, lecz na całe szczęście obyło się bez tragedii i nikt nie ucierpiał. Skończyło się jedynie na stratach materialnych. W Budapeszcie podjęta została akcja sprawdzania konstrukcji mostów, tak aby upewnić się, że żaden z nich nie został uszkodzony.

Co ciekawe, władze Słowacji poinformowały, że słowackie normy dotyczące budownictwa przewidują, że każdy stawiany budynek musi być w stanie wytrzymać wstrząsy o sile 7 stopni w skali Richtera!

2. Było to jedno z najsilniejszych trzęsień w historii tego kraju!


Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi na Węgrzech od 1985 roku, a dodatkowo dodam fakt, że trzęsienie ziemi na Węgrzech występuje średnio co 3 dni! Wszystkie te wstrząsy są jednak na tyle niewielkie, że nie są na ogół odczuwalne - ich magnituda wynosi zazwyczaj mniej niż 2,5 stopnia w skali Richtera. Najsilniejsze z kolei trzęsienie miało aż 6 stopni w skali Richtera i miało miejsce w roku 1763. Według znalezionych dokumentów, życie straciły wówczas aż 83 osoby.















Zaledwie kilka tygodni później w Japonii miało miejsce jedno z najsilniejszych trzęsień ziemi w historii. Mimo to, większość budynków wybudowanych po 1981 roku (czyli od wejścia w życie specjalnej ustawy dotyczącej budownictwa) doskonale zniosła wstrząsy o sile 9,0 stopni w skali Richtera. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak niewiele zostałoby z Węgier, albo z Polski, gdyby takie trzęsienie wystąpiło w jednym z tych państw.


Źródła / References:

26 czerwca 2016

Życie na Węgrzech - ciekawostki Węgry cz. 2

Opublikowałem niedawno wpis Ciekawostki Węgry cz.1. Doszedłem jednak do wniosku, że moja lista mogłaby być znacznie dłuższa, dlatego zdecydowałem o stworzeniu kolejnej porcji ciekawostek z Węgier! 

Zaczynajmy!

1. Węgrzy bardzo ufają jakości swoich wód leczniczych

blog o Węgrzech
Na Węgrzech znajdziemy wiele miejsc, z których można pobrać wodę i od razu ją wypić. Mam tutaj na myśli wodę pochodzącą ze złóż geotermalnych. Wody takie - zależnie od pochodzenia - mogą mieć dosyć różne parametry fizykochemiczne, a co za tym idzie, różnić się od siebie smakiem, zapachem i wpływem na nasz organizm. Węgry mają drugie w Europie największe zasoby takich wód!

Wody ze złóż podziemnych wykorzystywane są również w łaźniach. Bardziej zainteresowanych występowaniem poszczególnych rodzajów wód, odsyłam do zewnętrznych stron, gdyż temat ten jest bardzo obszerny. Mogę go opisać przy innej okazji.
Co najciekawsze, niekiedy widuję Węgrów, którzy piją wodę z fontann! Dla mnie jest to czyste szaleństwo, chociaż niektóre fontanny znajdują się w takich miejscach, że niemal pewne jest, że płynie w nich woda geotermalna. Jednak nie zawsze tak jest i w tym kontekście podawanie takiej wody dzieciom (z czym również się spotykałem) było dla mnie zdumiewające.


2. Węgry nie mają dostępu do morza. Ale jest Balaton

A Balaton to takie węgierskie morze. Pomimo swojej olbrzymiej powierzchni, jest to jezioro bardzo płytkie. Jego średnia głębokość wynosi zaledwie 2,5 metra! Co ciekawe, nazwa Balaton ma swoje słowiańskie pochodzenie - jako, że jest to jezioro o dosyć błotnistym i mułowym dnie, właśnie słowu błoto zawdzięcza swoją nazwę.

Na cześć jeziora, tak samo jak na cześć naszego Bałtyku, powstała niezliczona ilość piosenek, z których większość opowiada o wakacjach, o wyprawie nad Balaton, albo o dziewczynie, którą kiedyś spotkało się nad Balatonem. Przykład: KFT - Balatoni nyár

Przypomina mi się skecz jednego z kabaretów. Bohaterowie oglądają węgierski dramat psychologiczny pt: "Cztery życia robaka" i komentując wydarzenia na ekranie, wywiązuje się pomiędzy nimi taki oto dialog:

- Łysy jedzie rowerem, ciekawe dokąd
- Pewnie nad Balaton
- Skąd wiesz, dlaczego nad Balaton?
- Bo jakbym był Węgrem i bym miał rower, to bym jechał nad Balaton
- A skąd wiesz, że to Węgier?
- Bo jedzie nad Balaton

3. Węgrzy mają traumę z powodu traktatu w Trianon

Blog o Węgrzech

 

W ramach Traktatu w Trianon, w 1920 roku, kraj został "w pokojowy sposób" podzielony pomiędzy swoich sąsiadów. W wyniku ustaleń z 4. czerwca, Węgry utraciły 2/3 swojego terytorium, oraz niemal 2/3 ludności. Mało tego kraj stracił dostęp do morza, a także nie mógł prowadzić powszechnej służby wojskowej, armia musiała zostać znacznie zredukowana, marynarka wojenna i lotnictwo przestały istnieć. Oprócz zakazu budowy linii kolejowych, oraz uniemożliwieniu funkcjonowania przemysłowi zbrojeniowemu, nałożono mnóstwo innych ograniczeń.

Nic więc dziwnego, że trauma z powodu utraty tak dużej części terytorium żyje w Węgrach aż do dzisiaj, nawet pomimo tego, że postanowienia zostały w późniejszych latach nieco ograniczone i Węgry odzyskały pewną część terytoriów. Nie odzyskały jednak nigdy dostępu do morza, kilka milionów osób pozostało poza granicami państwa, a piękne górzyste rejony Transylwanii należą do Rumunii.

Między innymi sąd niechęć niektórych Węgrów do Słowaków i Rumunów. Na Węgrzech powstało wiele ruchów narodowych, w skład których wchodzą osoby, dla których dewizą przewodnią jest temat, aby powróciły "Wielkie Węgry". Jest to marzenie, który wciąż żyje w sercach wielu ludzi z różnych kręgów, o różnym wykształceniu i o różnym światopoglądzie.

4. Węgry na EURO 2016!

Po raz ostatni w Mistrzostwach Europy w piłce nożnej Węgrzy wystąpili w 1972 roku! Nic więc dziwnego, że radość, jaką spowodowało zwycięstwo nad drużyną austriacką widać było na ulicach całego Budapesztu!

Legendarny już bramkarz Király Gábor ustanowił przy tym rekord - został najstarszym piłkarzem w historii ME - w dniu występu miał 40 lat i 74 dni. W ciągu kilku najbliższych dni pobije zapewne swój własny rekord.

Blog o Węgrzech5. Najpierw nazwisko, potem imię. 

Przeciętny Węgier nazywa się Kovács László, Nagy Béla, albo Kiss Balázs. Węgierskie imiona są dla Polaków czasami aż tak dziwne, że nie do końca wiadomo, czy to przypadkiem nie nazwiska... Zasada jest teoretycznie prosta: nazwisko jest pierwsze.

W praktyce okazuje się jednak, że można napotkać na pewne problemy. Węgrzy, świadomi swojej inności w kwestii zapisu nazwisk, starają się niekiedy dostosować do "ogólnie przyjętych standardów", które rządzą w Europie. W konsekwencji wielu z nich podaje w Internecie najpierw imię, a dopiero potem nazwisko. Jest to dosyć traumatyczne, gdy ktoś ma nazwisko brzmiące jak imię - a takie nazwiska są! Jeżeli ktoś nazywa się więc Ádám Bence (Ádám to jego nazwisko..., a Bence to imię) to widząc takiego delikwenta na stronie internetowej, możemy pomyśleć, że Ádám to jego imię. Co więcej, wiele portali internetowych, w tym Facebook nie oferuje "węgierskiego systemu zapisu nazwisk". W tym wypadku nasz kolega będzie się tam nazywał Bence Ádám, bo ma na imię Bence.

Jak już wspomniałem, są jednak tacy uparci Węgrzy, którzy w polu "imię" wpiszą nazwisko, a w polu "nazwisko" wpiszą imię. Wtedy na Facebooku rzeczywiście format będzie "węgierski": Ádám Bence. Jeżeli jednak taka osoba do nas napisze, Facebook wyświetli nam to, co zostało podane jako imię (czyli tak naprawdę pokaże nam nazwisko), czyli pokaże "Ádám napisał do Ciebie". I tak nam utkwi w głowie, że do Ádám, że później zapomnimy, że to jednak Bence...

Podobne zasady dotyczące pisowni nazwisk obowiązują nie tylko na Węgrzech. Wśród państw, w których jako pierwsze zapisujemy nazwisko jest m.in. Japonia.

Źródła / References:

22 czerwca 2016

W serwisie YouTube pojawił się wczoraj bardzo pozytywny i budujący materiał z Marsylii. Przedstawia on węgierskich kibiców, skandujących "Polska!".

Mam nadzieję, że polscy kibice niebawem się zrewanżują.


Węgierscy kibice w Marsylii

16 czerwca 2016

Życie na Węgrzech - ciekawostki Węgry cz.1

Jeżeli mieszkacie za granicą, z pewnością zauważyliście już te drobnostki, które co chwilę przypominają Wam, że nie jesteście u siebie. Są takie sprawy, do których trudno jest się przyzwyczaić (osobne krany na gorącą i zimną wodę w Anglii), lub takie, w których trudno doszukiwać się choćby odrobiny logiki (również osobne krany na gorącą i zimną wodę w Anglii). Życie na Węgrzech również nauczyło mnie ciekawych rzeczy.


Zaczynajmy!

1. Na Węgrzech bardzo często mówi się "cześć" zamiast "dzień dobry". 

Trudno na początku się przełamać, ale kiedy to już nastąpi, trudno przyzwyczaić się do mówienia "dzień dobry" do osób młodszych od nas, kiedy jest się w Polsce.

Pamiętam, jak wszedłem pewnego razu do sklepu spożywczego i powiedziałem dzień dobry, a pani ekspedientka, która pamiętała chyba czasy II Wojny Światowej, odpowiedziała mi węgierskim "siema". Poza sklepami (z wyjątkiem tych bardziej eleganckich) "cześć" obowiązuje również w wielu restauracjach, wszystkich pubach, kinach itd., oraz w komunikacji za pośrednictwem Internetu. 

"Cześć" mówi się również przy wchodzeniu do windy, oraz przy opuszczaniu jej, oraz na klatce schodowej, kiedy spotyka się sąsiadów (jeżeli nie są już emerytami). Również w toaletach w miejscu pracy, przebywający ludzie często się ze sobą witają, mówiąc "cześć". "Dzień dobry" lub "dobry wieczór" występuje raczej w sytuacjach oficjalnych, chociaż również w urzędach i u lekarza często zdarzało mi się usłyszeć "cześć". Byłem tym wtedy dosyć mocno zaskoczony.

Podstawowym kryterium jest kryterium wieku: do osób poniżej 50 roku życia "dzień dobry" z reguły, w większości sytuacji się nie mówi i lepszym wyborem będzie "cześć". W rozmowach z takimi osobami nie używa się form grzecznościowych, nie mówi się "Pan", "Pani", a mówi się "ty".


2. Żeby zrozumieć, ile mamy zapłacić w sklepie nie wystarczy znać węgierskiego. 

Potrzeba nieco wprawy, bo sprzedawcy dwoją się i troją, aby sposobów na wyrażenie ceny było jak najwięcej.

Tysiąc dwieście siedemdziesiąt pięć możemy usłyszeć często jako "tysiąc dwa siedemdziesiąty piąty", "tysiąc dwa siedemdziesiąt pięć" lub nawet "jeden dwa siedemdziesiąty piąty" itd. Pewnego razu, kiedy miałem do zapłaty 1420 Ft, usłyszałem coś w stylu "jeden czwarty dwudziesto".

3. Węgrzy, kiedy coś im spadnie lub się przewróci, mówią "hoppá"...

...zamiast np: "och". Chociaż wydaje mi się, że Polacy wcale w takich sytuacjach nie mówią "och", tylko używają bardziej sprawdzonych, tradycyjnych słów o silnym ładunku emocjonalnym, nacechowanych pewną dozą agresji. Trudno mi wyobrazić sobie mężczyznę mówiącego "hop" kiedy coś się zepsuje, albo upadnie. W filmie "Dzień Świra" główny bohater swoje niepowodzenia komentował inaczej. Ciekawe, jak wyglądałaby węgierska wersja tego filmu. Czy węgierski Adaś Miauczyński mówiłby "hoppá"?

 4. Jadąc autobusem, lub idąc ulicą, możemy czasem usłyszeć "sorry, nie gniewaj się". 

Jest to standardowa formułka działająca jak "przepraszam". "Sorry, nie gniewaj się, wiesz może która godzina?". "Przepraszam, nie gniewaj się, jestem bezdomnym i zbieram na jedzenie...", "Przepraszam, nie gniewaj się, mógłbyś wcisnąć przycisk otwierania drzwi?" Nie znaczy to wcale, że ktoś obawia się naszej agresji. Po prostu wyraża się tym zwrotem nasze w miarę pokojowe zamiary, a forma ta już tak spowszedniała, że jest używana standardowo i dla żadnego Węgra nie stanowi kuriozum.

5. Za każdym razem, chcąc skorzystać z budapesztańskiego metra, 

musimy okazać bilet kontrolerowi zanim zjedziemy ruchomymi schodami na peron.
Okazywanie biletów działa również na niektórych liniach autobusowych i trolejbusowych, oraz na wszystkich liniach nocnych.

Do pojazdów, w których obowiązuje powyższa zasada, wsiąść możemy jedynie przez przednie drzwi, tak żeby okazać kierowcy bilet. Co ciekawe, w trolejbusach linii 72 i 73 bilety okazujemy zawsze, a na linii 76 tylko w soboty i święta... a kursy tych linii przebiegają w dużej mierze tą samą trasą. Jak jest dokładnie trzeba dowiadywać się samemu.

Taki system wydaje się niezwykle zabawny dla moich znajomych z Japonii.W tym kraju do podróżowania wszystkimi liniami metra, autobusami i pociągami, wystarczy jedna karta. W Tokio jest to na ogół Suica, w Osace natomiast Icoca, lecz karty Suica można używać w Osace, a Icoca w Tokio itd. Z tego względu Japończycy bardzo dziwili się z węgierskiego (chyba nieco przestarzałego) systemu pokazywania biletów specjalnie zatrudnionym do tego celu osobom w metrze.

Ty tyle!
Być może przygotuję kiedyś kolejną listę ciekawostek!

Źródła / references:

Bibliografia:
Kiss Jenő – Pusztai Ferenc (szerk.): Magyar nyelvtörténet. Osiris Kiadó, Budapest, 2003.
Cseresnyési László: Nyelvek és stratégiák, avagy a nyelv antropológiája. Tinta Könyvkiadó, Budapest, 2004. 36-39.

10 czerwca 2016

Życie na Węgrzech - co jest lepsze - Buda, czy Peszt?

Kiedyś miasto składało się z Budy, Óbudy i Pesztu, które połączyły się w Budapeszt. Różnice, które możemy zaobserwować pomiędzy lewobrzeżną Budą, a prawobrzeżnym Pesztem, mają wiele przyczyn. Mowa tutaj o kwestiach historycznych i geograficznych, które w znaczy sposób determinują to, w jaki sposób te części miasta wyglądają i funkcjonują. Życie w Budapeszcie przez jakiś czas pozwala to zauważyć.

1. W dużym skrócie o historii


Buda i Peszt znajdowały się niegdyś pod okupacją turecką, a największe zmiany dotknęły pierwszej części miasta. To właśnie z tego okresu pochodzi spora część łaźni, które po dziś dzień funkcjonują po stronie Budy.

Po wypędzeniu Turków i po rozpoczęciu panowania Austriaków, lepiej rozwiniętym miastem była Buda. Jej populacja wynosiła około 60 tysięcy osób, podczas gdy w sąsiednim Peszcie, zdziesiątkowanym dodatkowo epidemią dżumy, pozostało kilkaset osób. Proporcje jednak szybko się zmieniały i na skutek przybywających masowo do Pesztu handlarzy i powracających Węgrów, miasto rozwinęło się. W XIX wieku planowano utworzenie miasta o nazwie Pest-Buda (Peszt był siedzibą parlamentu, a Buda siedzibą króla), jednak taka kombinacja słów była trudna do wymówienia.

Miasta połączono ostatecznie w roku 1873 jako Budapest. Sposób rozbudowy Budy i Pesztu podyktowany był rangą miast, oraz uwarunkowaniami geograficznymi. Buda położona jest na wzgórzach, co bardzo utrudniało budowanie długich, szerokich arterii, a także stawienie budynków.  Uczynienie Pesztu, (który jest płaski) ważniejszą częścią nowo powstałego miasta było więc naturalne. To tutaj powstały główne arterie miasta, parlament, pierwszy dworzec kolejowy, pierwsza linia tramwajowa, oraz pierwsza linia metra. Dla głodnych historii, zachęcam do źródeł.

2. Jak jest teraz? 

 

Różnice pomiędzy zachodnią, a wschodnią częścią częściowo się zatarły, lecz wciąż są zauważalne. Liczba mieszkańców na kilometr kwadratowy w Peszcie jest wyższa, ilość lokali gastronomicznych, sklepów, obiektów wielkopowierzchniowych i rozrywkowych również.

Z 52 istniejących stacji metra aż 44 znajdują się po stronie peszteńskiej. Sieć trolejbusowa funkcjonuje wyłącznie w Peszcie. Można powiedzieć, że Peszt w zasadzie pod każdym względem jest bardziej rozwinięty... i tutaj dochodzimy do sedna.

Tym, co najbardziej doceniałem, mieszkając w Budzie była wszechobecna zieleń. W kwietniu zawsze mam wrażenie, że Buda zamienia się w dżunglę. Sprzyja temu górzysty charakter tej części miasta - rejony ukształtowane w ten sposób utrudniają zabudowę. Przechadzając się po położonych nawet w centralnej części miasta dzielnicach I, II, XII, bardzo łatwo dostrzec coś jeszcze: strome, wąskie i pokręcone sieci uliczek tworzą plątaninę, w której dosyć łatwo się pogubić. Razem z morzem zieleni daje to poczucie bliskiego obcowania z naturą. 

Spokój. Trudniej (z wyjątkiem pewnych miejsc) jest tutaj spotkać grupki rozwrzeszczanych nastolatków. Znaczna większość pubów oraz imprez odbywa się w Peszcie, gdzie życie jest bardziej intensywne i obfituje w większą ilość nieprzewidywalnych sytuacji. Ludzie młodzi na ogół wybierają tę część miasta. Mieszkając w Budzie miałem wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie, nikt aż tak bardzo się nie spieszy i wszystko jest jakieś takie... swojskie. Wychodząc popołudniami na zakupy miałem wrażenie, że nic, ale to zupełnie nic nie może mi się stać. Nikt nie będzie chciał pieniędzy, nikt mnie nie zaczepi. Ulice przechodziłem na ukos, leniwym krokiem, w miejscach do tego nieprzeznaczonych...

3. Podsumowanie

 

Moje spostrzeżenia są tutaj oczywiście nieco wyolbrzymione i przekoloryzowane, ale tak miało być. Ruchliwe ulice znajdują się również w Budzie, a przyjemne, zielone tereny odnajdziemy także w Peszcie. Mimo wszystko: jeżeli chcesz mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, zainteresuj się Pesztem. Jeżeli preferujesz spokój, pomyśl o Budzie.

Tramwaj nr 2, Budapeszt
























Źródła / references:
O historii
Link do artykułu w Wikipedii
Dla dociekliwych
i jeszcze trochę o historii

Bibliografia:

D. LENGYEL, Korona i miecz. Opowieści z dziejów Węgier, Warszawa 1990
MAGYAR KÓDEX, 3. Szultán és császár birodalmában. Magyarország müvelődéstörténete 1526-1790, Budapest 2000. 
VÁRKONYI Á. , Europica varietes – Hungarica varietes, tanulmányok, Budapest 1994.

09 czerwca 2016

Życie na Węgrzech: 5 lat

Założyłem tego bloga niecałe 5 lat temu. I kiedy wczoraj, po raz pierwszy po tak długim czasie zobaczyłem swojego jedynego napisanego tutaj posta, nieźle się uśmiałem. Tak właśnie wyglądała moja pierwsza, zupełnie samodzielna podróż do innego kraju i takie były moje pierwsze spostrzeżenia na temat Węgier.

Zabrałem się wczoraj nawet za edycję tego nie do końca idealnego wpisu, lecz po jakimś czasie uznałem, że nie warto czegokolwiek zmieniać; nie poprawię nawet błędów. Pamiętam w jakich okolicznościach ten niezwykle emocjonujący wpis się zrodził - był to środek węgierskiego lata, żar lał się z nieba, a ciężkie powietrze w pokojach dormitorium nie pozwalało na swobodne oddychanie. Mimo to, z uwagi na rodzinę, której obiecałem opisanie podróży, podjąłem się opisania tego dnia. Wyciągnąłem laptopa, napisałem wszystko tak szybko jak tylko potrafiłem... po czym natychmiast poszedłem spać.

Od tego czasu całkiem sporo się zmieniło. Na Węgry przyjechałem jeszcze kilka razy, aż w końcu postanowiłem zostać na trochę dłużej. Być może czas zacząć opisywać barwną, węgierską rzeczywistość częściej.

Polecany post

NIEBEZPIECZNE miejsca w Budapeszcie cz.1 (VIII dzielnica)

Mroczne peszteńskie uliczki usiane kamienicami o popękanych ścianach i odpadającym tynku. Oto miejsce nazywane przez niektórych Budapeszteń...