26 lipca 2016

ODMŁADZAJĄCA moc węgierskiej wody

Czy wiecie, że Woda Królowej Węgierskiej ma odmładzająca moc? To dzięki niej Elżbieta Łokietkówna wyglądała na 30 lat mniej, przez co podejrzewana była o czary i budziła zazdrość innych kobiet... Dzisiaj na moim blogu na Węgrzech dosyć nietypowy temat, ponieważ zdradzę Wam sekret, jak samemu przygotować sobie taki specyfik.

1. Co to jest?

 

Blog o Węgrzech
Woda węgierska (inaczej Larendogra) to nalewka spirytusowa sporządzana z ziela rozmarynu oraz spirytusu. Z dostępnych źródeł wynika, że istnieje wiele rodzajów tego specyfiku, a pierwsze wzmianki pochodzą z czasów średniowiecznych. Królowa Elżbieta na potrzeby jego produkcji, sprowadzała spirytus aż z Konstantynopola.

Nie można z całą pewnością stwierdzić, w jaki sposób używała ona nalewki, lecz najprawdopodobniej ją piła, oraz stosowała zewnętrznie na całym ciele. Według ówczesnych kronikarzy, w wieku 60 lat wyglądała na co najwyżej 40, promieniała naturalnym pięknem i była pełna energii. Zmarła w wieku 75 lat, co jak na XIV wiek było wynikiem imponującym. 59 lat spędziła na tronie Węgier.

Warto nadmienić, że dzięki przyjemnemu zapachowi, woda używana była jako pierwsze w Europie perfumy. Ze względu na zawartość lawendy i rozmarynu, Larendogra oczyszcza i tonizuje skórę, a także działa przeciwzapalnie i wzmacniająco, dając uczucie ukojenia. Sprawdza się również przy płukaniu włosów, a według Cyganów, stanowi lekarstwo na wszelkiego rodzaju dolegliwości.

2. Jak to zrobić?

 

Oto przykładowy sposób na przyrządzenie wywaru - jest to przepis, moglibyśmy określić mianem standardowego, ponieważ zawiera jedynie podstawowe składniki i jest dokładnym odwzorowaniem pierwotnej mikstury, stworzonej przez Elżbietę Łokietkównę. Zestawień i wariantów jest całkiem sporo. Linki do nich możecie znaleźć na końcu tego artykułu.
50 g suszonego kwiatu lawendy
100 g suszonego rozmarynu
spirytus 90%
Blog Węgry

Lawendę i rozmaryn zalać spirytusem tak, by przykrył zioła. Trzymać w zamkniętym słoiczku i ciemnym miejscu przez okres dwóch tygodni. Po tym czasie odcisnąć zioła, a roztwór rozcieńczyć z wodą w proporcji 1:1. Przelać do ciemnej buteleczki i trzymać z dala od słońca. Przed nałożeniem na wacik potrząsnąć buteleczką. A później pozostaje już tylko regularnie stosować wodę i młodnieć. Biorąc pod uwagę, w jaki sposób specyfik ten wpłynął na urodę i witalność Elżbiety Łokietkówny, można przypuszczać, że efekty jakie przyniesie jego stosowanie, powalą na kolana. Czy się tak stanie, trzeba jednak przekonać się samemu. Ciekawi mnie jednak, czy tak prosta w przygotowaniu mikstura naprawdę może działać i jakie są tego efekty.


Czy warto?

 

Czy warto przygotować ten specyfik samemu? Na to pytanie trzeba sobie odpowiedzieć samemu (a raczej samej), ale wydaje się to pomysłem, który warto wziąć pod uwagę. Woda węgierska składa się wyłącznie z naturalnych składników, a jej przygotowanie kosztuje stosunkowo niewiele. Sądzę również, że zrobienie czegoś samemu może być niekiedy sporym powodem do satysfakcji. Jeżeli zdecydujecie się na przyrządzenie odmładzającej wody węgierskiej, to dajcie mi znać, jakie skutki miało jej stosowanie.

Nieznana woda węgierska

 

Co ciekawe, wypytywałem wielu znajomych Węgrów o wodę węgierską i okazuje się, że prawie żaden o niej nie słyszał. Wyjątkiem były oczywiście osoby interesujące się historią i mające na jej temat wiedzę. Znajome Węgierki również nie były świadome faktu, że istnieje sposób, żeby za stosunkowo niewielkie środki przygotować sobie tego rodzaju specyfik. Upatrywałbym w tym spisku wielkich koncernów, ale może po prostu historia nie jest tak fascynująca żeby ją poznawać, a tego rodzaju rewelacje i doniesienia na temat cudownych właściwości wody węgierskiej wywołują na ustach niejednej osoby jedynie uśmiech. Mimo to, chyba jednak warto spróbować i przekonać się samemu.

Źródła/references:
http://breakforcake.blogspot.hu/2014/03/larendogra-woda-krolowej-wegier-queen.html

22 lipca 2016

NIEBEZPIECZNA 3. linia metra w Budapeszcie

Blog o Węgrzech
Stan techniczny trzeciej linii metra w Budapeszcie jest katastrofalny, a podróżowanie nią wiąże się z ryzykiem. Zdarzają się opóźnienia, nagłe zatrzymania i postoje składów w tunelu, a nawet pożary...  

1. Niepowtarzalna atmosfera

 

Metro Budapeszt
Stacja metra Gyöngyösi utca w północnej części linii, fot. własna



Zjeżdżając schodami pod ziemię czujemy specyficzny zapach i nagłe podmuchy powietrza wtłaczanego przez rozpędzone składy metra. Większość stacji tej linii wygląda podobnie, ma się wrażenie, że czas zatrzymał się na nich w latach 70-tych. W oczy rzucają się brudne ściany i archaiczny wystrój, nie lepiej prezentują się wyprodukowane w latach 70-tych i 80-tych radzieckie składy Mietrowagnmasz. Ich przyjazdowi towarzyszy głośny zgrzyt hamulców i hałas gwałtownie otwierających się drzwi. Prawdziwa magia rozpoczyna się jednak wtedy, gdy motorniczy przygotowuje skład do odjazdu - z głośników wydobywa się wówczas specyficzna melodyjka, po której słyszymy dobrze znany komunikat: Kérem vigyázzanak, az ajtók záródnak! (węg. Proszę uważać, drzwi się zamykają). Drzwi zatrzaskują się z impetem i następuje kolejny charakterystyczny element - szarpnięcie - gdy skład próbuje ruszyć. Zazwyczaj wystarczy jedno, lecz czasami potrzebne są dwa.

Podróż tą linią w celach turystycznych może być ciekawym przeżyciem. Składy pędzą przed siebie, a tunele rezonują ich metalicznym łoskotem do tego stopnia, że rozmowa podczas podróży jest mocno utrudniona, przez co alternatywą jest spoglądanie przez odrapane okna na mijane wiązki kabli, przyczepione do ścian tunelu. Właśnie z powodu niskiego komfortu podróży, wysokiej zawodności i raczej wątpliwego poziomu bezpieczeństwa, regularne podróże linią numer trzy mogą być wyczerpujące.

2. Brutalna rzeczywistość

 

Opowieści o tym, że spędziło się w tunelu godzinę, ponieważ metro stanęło, nie należą do rzadkości. Tego rodzaju historie słyszałem od kilku osób. Oczywiście nie zdarza się to codziennie, lecz trzeba się na to przygotować. Ja uważam się za szczęściarza - co prawda kilka razy zdarzyło się, że skład, w którym się znajdowałem, nagle się zatrzymał, jednak postoje trwały jedynie kilka minut. Nie wyobrażam sobie spędzania w ciemnym tunelu, godziny. Nie chciałbym siedzieć w przygaszonym, żółtawym świetle starego radzieckiego wagonu i bez żadnej informacji, czekać.

Raz na jakiś czas słyszy się niestety również o pożarach. Oczywiście metro nie pali się codziennie, jednak zdarza się to w miarę regularnie i jest to bardzo niepokojące. Jeżeli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, pewnego dnia może dojść do prawdziwej tragedii, dochodziło do sytuacji, w których płomienie trawiły całe składy. Narażanie życia pasażerów jest  nieakceptowalne, płacąc za bilet miesięczny chcę podróżować w odpowiednich warunkach i czuć się bezpiecznie. Z tego powodu unikam podróży tym środkiem transportu, jednak z całą pewnością wiele osób nie może sobie na to pozwolić.

Zarówno przewoźnik, jak i prezydent miasta zaprzeczają zarzutom, że podróże składami trzeciej linii mogą być niebezpieczne, jednak doniesienia prasowe są alarmujące.
 
Składy w koszmarnym stanie, popękane szyny, brudne przejścia, ogień, dym i postoje: budapeszteńskie metro odstaje od europejskiego poziomu. [link, węg.]

Każdej nocy 150 pracowników dokonuje drobnych napraw, lecz na większe prace nie ma pieniędzy. Brak systemu odprowadzającego gorąco, dym. Tunel przecieka, płyty trzymające tory ruszają się. Z 75 km szyn, odnowiono 15. 40-letnie, rosyjskie składy wciąż pokonują po 350 km dziennie, z tego powodu co 12 godzin są dokładnie sprawdzane. [link, węg]

Pod adresem http://m3.nullker.hu/ istniała do niedawna strona, która pokazywała od jak dawna na trasie trzeciej linii nie wybuchł ogień. Wygląda jednak na to, że strona z jakichś tajemniczych powodów przestała funkcjonować.

3. Planowana modernizacja


Metro Budapeszt
Stacja metra Nagyvárad tér w południowej części linii, fot. własna
Trzecia linia, zwana niebieską, nie jest najstarszą w Budapeszcie. Starsze od niej są pierwsza (1896), oraz druga (1970). Trzecią ukończono 6 lat później, jednak w przeciwieństwie do pierwszej i drugiej, nie doczekała się ona jeszcze generalnego remontu. Warto wspomnieć o linii czwartej (oddanej do użytku w 2014 roku), której składy sterowane są komputerowo, a kabiny motorniczych są puste. Udało mi się nawet nagrać film z przejazdu składem pozbawionym kabiny motorniczego

Władze miejskie i przedsiębiorstwo komunikacyjne są doskonale świadome faktu, że aby trzecia linia dalej mogła funkcjonować, potrzebny jest jej gruntowny remont. W związku z tym, prawdopodobnie już jesienią 2016 roku zostanie ona zamknięta na okres 2-3 lat! Jest to ostatnia szansa, żeby przyjrzeć się temu reliktowi poprzedniego ustroju z bliska i poczuć jego niesamowitą atmosferę.

Na czas remontu, miasto będzie prawdopodobnie sparaliżowane. Władze miejskie wraz z przewoźnikiem próbują rozwiązać problem kupując 150 autobusów, jednak łatwo sobie wyobrazić, że stolica Węgier przejdzie poważną próbę. Wygląda na to, że przed przedsiębiorstwem komunikacyjnym stoi naprawdę poważne przedsięwzięcie natury logistycznej.

Blog o Węgrzech
Stacja metra Határ út w południowej części linii, fot. własna

Prace w tunelach będą dotyczyły całej infrastruktury. Wymienione zostaną tory, wszystkie urządzenia i instalacje techniczne, a stacje przejdą gruntowne remonty. Co ciekawe, stare, radzieckie wagony nie zostaną wymienione na nowe! Planowana jest jedynie przebudowa kursujących już składów, która odbywa się obecnie w zakładach Mietrowagonmasz w Moskwie. Krytyce została poddana decyzja przewoźnika, który zdecydował się na renowację starych składów, odrzucając opcję zakupu nowego taboru. Mało tego, sama renowacja również nie wystarczy do zapewnienia odpowiedniego komfortu podróżnym, gdyż składy nie będą wyposażone np: w klimatyzację. Okazało się również, że Budapeszt nie otrzyma od Unii Europejskiej spodziewanych dotacji, w związku z czym władze miejskie szykują się na zaciągnięcie kredytu w wysokości 139 miliardów forintów. Koszty inwestycji szacuje się oficjalnie na około 160 mld forintów (ok. 2 miliardy złotych).

Dalsze losy 3. linii metra w Budapeszcie możecie śledzić w tym wpisie. 

Osobom zainteresowanym klimatem budapeszteńskiego metra, polecam film Kontroll.

Źródła/References:

20 lipca 2016

Metro sterowane komputerem [FILM zza szyby]

W Budapeszcie uznano, że skoro składem metra steruje komputer, a kabina motorniczego pozostaje pusta... to można ją usunąć.

Czwarta linia metra oddana została do użytku w 2014 roku i jest zdecydowanie najnowocześniejsza  w Budapeszcie. Od ponad pół roku wszystkie składy tej linii sterowane są komputerowo, a w kabinie, zamiast motorniczego widać jedynie złożone oparcie fotela oparte o deskę rozdzielczą. Wygląda to tak, jak gdyby pociągiem kierował duch!

Bezpieczeństwa podróżnych pilnują zainstalowane w składzie kamery oraz czujniki. Wagony są nowoczesne, wyposażone m.in. w klimatyzację, a podróż szybka i komfortowa. Nie można tego z kolei powiedzieć o trzeciej linii budapeszteńskiego metra, która lata swojej świetności miała w latach 70-tych ubiegłego wieku, a mieszkańcy stolicy Węgier od dawna czekają na jej remont, o czym przeczytać można w jednym z wcześniejszych wpisów na blogu. Jednym z najnowszych pomysłów włodarzy miasta i spółki zarządzającej komunikacją miejską w Budapeszcie, jest ściągnięcie przeznaczonych do kasacji autobusów. Nie do końca pokrywa się to z wizją tworzenia nowoczesnego systemu komunikacji miejskiej w oparciu o najnowsze technologie. Dodam tutaj - to dla niewtajemniczonych - że pociągi trzeciej linii metra to radzieckie Mietrowagonmasze, które - po modyfikacjach w Moskwie - powoli wracają na Węgry. Nie są one wyposażone w klimatyzację i przez to jest w nich gorąco. Pasażerowie otwierają więc okna, przez co w składach jest głośno. Czwarta linia metra to zdecydowanie inny poziom podróżowania.


Jak dotychczas tylko niektóre składy zostały całkowicie pozbawione kabiny, lecz w najbliższym czasie ma się to zmienić. Wczoraj jednak natknąłem się na taki wagon!




14 lipca 2016

NIEBEZPIECZNE miejsca w Budapeszcie cz.1 (VIII dzielnica)

Blog o WęgrzechMroczne peszteńskie uliczki usiane kamienicami o popękanych ścianach i odpadającym tynku. Oto miejsce nazywane przez niektórych Budapeszteńczyków gettem, a przez wielu omijane szerokim łukiem - centralna część VIII dzielnicy stolicy Węgier.
niepowtarzalna atmosfera, eklektyczne budownictwo, specyficzne ukształtowanie padającego światła, oraz osobliwa roślinność... czegoś takiego nie ma nigdzie indziej w Europie.

 1. Krótko o historii

 

Blog Węgry
http://egykor.hu/images/2010/original/budapest-viii-kerulet-sorkatakomba-_2.jpg
Oficjalna nazwa VIII dzielnicy to Józsefváros. Było to niegdyś miejsce zdominowane przez lekki przemysł, a zamieszkiwane głównie przez ubogich mieszkańców pochodzenia żydowskiego, cieszących się szacunkiem, dobrze urodzonych muzyków cygańskich, a także przez wielu pisarzy i poetów. Okolica tętniła życiem za sprawą znajdujących się w niej kawiarni i restauracji. Było to miejsce kojarzące się ze sztuką i wysokim poziomem życia.

Sytuacja zmieniła się wraz z początkiem XX wieku. Przemysł podupadł, przeniósł się do innych dzielnic, a część mieszkańców wyprowadziła się. Rozwój spowolnił, wiele fabryk musiano wyburzyć, a zubożenie społeczeństwa zaowocowało pojawieniem się prostytucji. Sytuację jeszcze bardziej pogorszyło nadejście I oraz II wojny światowej - w wyniku tej drugiej, uszkodzeniu uległo niemalże 90% budynków. Z powodu ogromnych zniszczeń wojennych, konieczne było przeprowadzenie odbudowy, jednak aż do lat 70-tych nie zostały poczynione stosowne kroki, a budynki - osadzone w dodatku na osuwającym się, wilgotnym gruncie - znajdowały się w katastrofalnym stanie: fundamenty osiadały, a na ścianach pojawiały się głębokie pęknięcia.

Zamiast odbudowy, w stosunku do mieszkańców zastosowano regulacje dotyczące miejsca ich zamieszkania. W procesie tym kierowano się w dużej mierze pochodzeniem etnicznym, oraz statusem społecznym przesiedlanych. W latach 90-tych nastąpiło jednak ożywienie, i miasto Józefa odzyskało część dawnego blasku, naznaczone jest jednak śladami bolesnych wydarzeń z przeszłości.


2. Jak jest teraz?

 

Budapeszt niebezpieczne miejsca
Centralna część 8. dzielnicy stolicy Węgier uznawana jest za niebezpieczną.
Należy przede wszystkim jasno zaznaczyć - sama VIII dzielnica nie jest zła! W jej skład wchodzą przecież całkiem bezpieczne i cieszące się dobrą reputacją okolice w ścisłym centrum miasta. Swoją złą sławę zawdzięcza obszarowi znajdującemu się w centralnej jej części i o tym obszarze piszę.

Okolica ta w dalszym ciągu zasiedlana jest w dużym stopniu przez ludzi o pochodzeniu innym, niż węgierskie. Wskaźnik przestępczości jest dosyć wysoki - jeden z najwyższych w Budapeszcie, lecz ostatnie lata przyniosły pod tym względem dużą poprawę. Pojawił się monitoring, a liczba przestępstw zmalała. Mimo to, osoby które wyprowadzają się z VIII dzielnicy do dzielnicy np:. VI, która z resztą przoduje w Budapeszcie w ilości popełnianych przestępstw, są bardzo usatysfakcjonowane z powodu zniknięcia poczucia nieustannego zagrożenia.

Wiele drobnych punktów usługowych, które niegdyś tu funkcjonowały, zostało bezpowrotnie zamkniętych, bezrobocie pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Znajdujące się tutaj budynki są zazwyczaj w nie najlepszym stanie, a ceny nieruchomości należą do najniższych w Budapeszcie. Ceny mieszkań zaczynają się od 8 mln forintów, co daje w dniu dzisiejszym około 110 000zł! Wrażenia z przebywania tam są jednak dosyć specyficzne i należy się na to przygotować.


3. Historie z życia wzięte

 


Nie mam wielu historii z własnego życia, ponieważ nie chadzam w te okolice.

Kiedyś kręciłem z moim kolegą film wideo w pobliżu II. János Pál Pápa tér (plac Jana Pawła II). Nie wspominam dobrze tego miejsca. Nic się nie stało, jednak niemal wszyscy znajdujący się tam ludzie, kierowali w naszą stronę wzrok i patrzyli w sposób, który z pewnością nie był przyjacielski. Jest to ten rodzaj wzroku, którego zdecydowanie nie chce się na sobie czuć. Żywiłem obawę, że możemy zostać okradzeni, dlatego szybko opuściliśmy to miejsce. Byliśmy w pobliżu stacji metra, wkoło chodziło mnóstwo ludzi, a jednak atmosfera była bardzo dziwna. Nigdy więcej się tam nie kręciłem.

http://www.mfor.hu/cikkek/befektetes/Hasznalt_lakast_okosan.html
http://www.mfor.hu/cikkek/befektetes/Hasznalt_lakast_okosan.html
Mam znajomych, którzy byli zainteresowani zamieszkaniem przy Magdolna utca. Nie wiedzieli wówczas o tym, że jest to ulica, o której mówi się tylko źle. Kojarzy ją chyba każdy Budapeszteńczyk - zna z opowieści, bądź samemu doświadczył tam czegoś niemiłego. Znajomi umówili się więc na spotkanie i z ich relacji wynikało, że czuli się obserwowani. Stojący w bramach ludzie odwracali za nimi głowy i przypatrywali się im w sposób, który uznali za wrogi. Jako ludzie "z zewnątrz" byli uważnie obserwowani.

"Mieszkam tu od ponad 2 lat, ale kiedy jest ciemno to wchodzenie w mniejsze uliczki to naprawdę nie jest dobry pomysł. Nieraz na takich uliczkach włamali się do kogoś, zastraszyli lokatorów i wszystko pozabierali. Nieraz okradli młodszych, czy starszych, nieraz pobito kogoś grupowo, czy pchnięto nożem. Mógłbym tak wyliczać. Kiedyś były tu narkotyki, chociaż parę miesięcy temu zniknęły. Są takie miejsca, że trzeba wziąć się w garść, jeżeli uda się z nich wyjść. Przez pewne rzeczy można tutaj przebrnąć tylko, jeżeli sprzyja nam szczęście. Jeżeli u kogoś będzie impreza, to cała ulica będzie pusta. Jeżeli nie ma imprezy, to bardziej aktywni osobnicy panoszą się po ulicach. Jeżeli masz rozum to się tu nie przeprowadzaj, do VII dzielnicy też nie, bywa tam nawet gorzej."

"Dobozi utca i okolice to faktycznie dość paskudne miejsce. Często zapuszczam się po nocach w niebezpieczne okolice, widzę pewnych ludzi i pewne sytuacje. Zazwyczaj załatwiają je pomiędzy sobą. Jasne, nie są to dobre miejsca, ale takie są wszędzie, poza Budapesztem też."


4. Kilka przykładów z prasy



Śmiertelne pchnięcie nożem mężczyzny, który stanął w obronie kobiety. Komentarz "nie można się
zbytnio dziwić, że to w VIII. dzielnicy"

Ciężko ranny lekarz zabrany został do szpitala, gdzie konieczna była natychmiastowa operacja. Jego stan się ustabilizował.

W mającej miejsce w pubie przy Népszínház utca bójce, jeden z mężczyzn ucierpiał tak bardzo, że ratownicy nie byli w stanie mu pomóc. 34-latek zmarł na miejscu od poniesionych ran.

Blog o Węgrzech
www.gabrielxicarts.com
Mężczyzna pod wpływem dragów szalał w VIII. dzielnicy, przy Baross utca. Mężczyzna zażył środek o nazwie zene (węg. muzyka), od którego stał się tak agresywny, że trzeba było wezwać policję, aby nie zrobił sobie krzywdy. Według świadków, mężczyznę musiało obezwładniać kilku policjantów. O godzinie 22:30 zamknięto chodnik, konieczna była reanimacja. Jeden ze świadków stwierdził, że taki środek można kupić kilka ulic dalej, za 500-1000 Ft. (10zł) Niska cena wynika z tego, że robi się go z rozpuszczalnika. Osoba, która go zażyje, czuje się niezwykle silna, wierzy w swą niezniszczalność.

Wcześniej inny mężczyzna wspiął się na kwietnik i skoczył na główkę, na beton. Również ten z Baross utca uderzał głową o beton. W ostatnich miesiącach miało miejsce w okolicy więcej podobnych incydentów. Ludzie po tym specyfiku (którego inna nazwa to évi) miewają halucynacje, uczucie pełzania po ciele robaków, bycia związanym - stąd częste zrywanie ubrań. Temperatura ciała podnosi się do 40 stopni, następują problemy z krążeniem. 


Historii związanych z prostytucją, handlem narkotykami, czy pobiciami jest bardzo wiele. Jeżeli chodzi o narkotyki, przy Népszínház utca możemy wybierać jak ze szwedzkiego stołu.

5. Jak sobie poradzić?

 

W artykule, pt: "Przeżyć w centrum ósmej dzielnicy" autor sugeruje zastosowanie się do trzech zasad:

Zasada nr 1: Tylko spokojnie! - jeżeli tutaj mieszkasz, traktuj tę okolicę jak swój dom, nie jako przeciwnika. Oczywiście panują tu dziwne zwyczaje i jest coś na rzeczy z tą przestępczością, ale żyje tutaj wielu normalnych, podobnych tobie ludzi, którzy również chcą, by żyło się jak najlepiej. Rozmawiaj z nimi. Prawdopodobnie i tak to inni, jako pierwsi zauważą, że jesteś "nowym". Mimo wszystko autor i tak nie był zbytnio nękany - raz ktoś poprosił o ogień, innym razem ktoś chciał sprzedać "bio", a innym "szare" - czymkolwiek to mogło być.

Zasada nr 2: SPOKOJNIE! - Autor wspomina tramwaj "legendarnej linii 24". Wsiadł do niego pewien "huligan o donośnym głosie", przeszedł cały wagon, obrażając paru emerytów, kopnął puszkę po coca-coli i pełen podziwu przyjrzał się samemu sobie. Nasz bohater założył ciemne okulary i wbił spojrzenie w szybę, tak aby uniknąć kontaktu wzrokowego. Facet usiadł naprzeciw i przez 3 przystanki w milczeniu się na niego gapił, po czym... pochylił się w jego stronę, skomentował nazwę okularów "Ray Ban", powiedział, że są super i wysiadł.
Blog o Węgrzech
http://m.cdn.blog.hu/ce/centrifuga/image/200904/magdolnautca.jpg

Według autora przy Magdolna utca i w jej okolicy mieściły się miejsca, gdzie za 1.000 - 2.000 Forintów można kupić różnego rodzaju narkotyki. Za dnia nie jest jednak aż tak źle - okolicę patroluje całkiem spora ilość policji, nie ma również poczucia zagrożenia.

Zasada nr 3: Uważaj i ucz się! - VIII dzielnica to niepowtarzalna atmosfera, eklektyczne budownictwo, specyficzne ukształtowanie padającego światła, oraz osobliwa roślinność... czegoś takiego nie ma nigdzie indziej w Europie. Jeżeli jest się otwartym, życie może być tutaj naprawdę wyjątkowe i emocjonujące - trzeba być jednak na to przygotowanym - jeżeli się takim nie jest, lepiej od tego miejsca trzymać się z daleka. Można tutaj usłyszeć mnóstwo opowieści i nauczyć się wiele o Węgrzech.

6. Czy ósma dzielnica jest aż tak zła? 

 

Prawdopodobnie nie aż tak, jak kiedyś. VIII dzielnica (jej centralna część!) obrosła już legendą, zrobiono o niej animację filmową i wspomina się o niej w kontekście miejsc, do których nie należy chodzić. Mam znajomych, którzy twierdzą, że jest tam bardzo spokojnie i przez wiele lat mieszkania tam, nie spotkała ich żadna nieprzyjemność. Prawdą jest, że podobne zdarzenia mają miejsce w każdym większym mieście. Pobicia, środki odurzające i kradzieże zdarzają się i występują wszędzie. To trochę tak, jakby opisać warszawską Pragę Północ, poznańskie Jeżyce, albo krakowską Hutę. Odezwą się osoby, które powiedzą, że wcale nie jest tak źle, i pewnie będą miały sporo racji, jednak zła sława wspomnianych dzielnic nie bierze się znikąd. Podobnie jest z podjętym przeze mnie tematem.
Blog o Węgrzech
http://m.cdn.blog.hu/az/az-en-svajcom/image/R%C3%B3ma_0262.jpg
Wielu moich znajomych (zwłaszcza Węgrów), mówi, żebym bezwzględnie tam nie chodził, a sporo ludzi na wszelki wypadek nosi przy sobie noże i scyzoryki. Zawsze, kiedy jestem w pobliżu, czuję że czai się tam niebezpieczeństwo, tak więc ja tych okolic unikam i na wszelki wypadek polecam to wszystkim, którzy odwiedzają, bądź zamieszkują Budapeszt. Jest tu znacznie więcej interesujących miejsc.






References/Źródła

05 lipca 2016

Życie na Węgrzech - Puszta w Hortobágy i Debreczyn (wycieczka)

W miniony, upiornie gorący weekend, wraz z nowo poznanym Węgrem, oraz zaprzyjaźnionym Japończykiem, wybraliśmy się na wycieczkę w kierunku północno - wschodnich granic Węgier. Przejechaliśmy się wspaniałym pociągiem z silnikiem diesla, wzięliśmy udział w pokazie jeźdźców, a nawet... wybraliśmy się na moment do Debreczyna.


Najpierw, z dworca Keleti wyruszyliśmy w kierunku Füzesabony, tak aby przesiąść się tam do charakterystycznego pociągu koloru pomarańczowego, wyposażonego w silnik diesla. Muszę przyznać, że to właśnie ten element podróży podobał mi się najbardziej. Gęste kłęby czarnego dymu buchające co rusz z przerdzewiałego komina i tumany piasku wzbijające się za sprawą pędzącej lokomotywy sprawiły, że wychyliłem się przez okno, i zamyśliwszy się, przypatrywałem się tej magii niczym mały chłopiec.

Po dotarciu na miejsce i zjedzeniu w okolicznej restauracji obiadu, ruszyliśmy w stronę miejsca, z którego wozy zaprzęgnięte w konie miały zabrać nas na wycieczkę po Puszcie. Ścieżka, jawiąca się na mapie okolicy jako droga, w rzeczywistości była szerokim na 15 centymetrów szlaczkiem wydeptanej trawy, wiodącym przez pole, na którym poza ustawionymi tu i ówdzie balami siana, nie było nic. Żar lał się z nieba i dotarcie na miejsce zabrało nam trochę więcej czasu, niż zakładaliśmy. Ledwo zdążyliśmy.

Puszta jest rozległym stepem mieszczącym się na Wielkiej Nizinie Węgierskiej. Znaczna jego część wykorzystywana jest obecnie jako tereny uprawne, oraz pastwiska. Jadąc podskakującym co chwilę po nierównym terenie wozem, starałem się jak najintensywniej odczuć piękno tego specyficznego miejsca. Najbardziej charakterystyczną cechą Puszty jest jej przestrzeń - majaczący w oddali horyzont rozciąga się wszędzie, gdzie tylko okiem sięgnąć, a znajdujące się tu i ówdzie studnie, zagrody i charakterystyczne żurawie, czynią to miejsce jeszcze bardziej osobliwym. Urzekła mnie również cisza. Mieszkając w centrum Budapesztu trochę o nią trudno i nawet wtedy, kiedy wydaje się, że jest cicho, to jednak nie jest. Można przekonać się to tym, wyjeżdżając z miasta i delektować się ciszą, jednocześnie wdychając w płuca powietrze przesycone zapachem wsi. 

Wrażenie zrobiło na mnie również bydło rogate. Zwierzęta są szkolone tak, aby być jak najbardziej posłusznymi - jest to niezwykle ważne głównie ze względu na ich olbrzymią siłę. Konie natomiast posłuszne są do tego stopnia, że na odpowiedni znak zasiadającego na nim jeźdźca, kładą się na ziemi i w geście całkowitego posłuszeństwa, przyciskają głowy do ziemi. 

 Jak powiedział mój zaprzyjaźniony Japończyk:

- Najbardziej zapamiętuje się takie podróże, w których jest trochę ciężko. 

Było nam trochę ciężko, bo klimat nam nie sprzyjał. Dlatego zapamiętamy tę podróż na zawsze.