29 listopada 2016

Mały wypad do Rumunii

Spoglądając ostatnio na mapę Europy środkowo-wschodniej zauważyłem, że odwiedziłem niemal wszystkie kraje graniczące z Węgrami. Do "kolekcji" brakowało mi Ukrainy i Rumunii. Korzystając z kilku dni wolnego, postanowiłem urządzić sobie niewielki wypad za wschodnią granicę Węgier i udać się do kraju Hrabiego Draculi.

Uwaga - wpis zawiera dużo zdjęć, a historia ma charakter mocno opisowy, żebym zawsze mógł tu wrócić i wszystko sobie przypomnieć.

1. Spontaniczny wypad


Moja podróż była dosyć spontaniczna - w pierwszej kolejności chciałem udać się do miasta Cluj-Napoca, jednak nie znalazłem interesującego mnie połączenia lotniczego w odpowiedniej cenie. Na domiar złego, strona, na której mogłem kupić bilet autobusowy zakomunikowała mi, że prowadzone są na niej prace i aktualnie nie działa.

Następnego dnia postanowiłem, że przedostanę się przynajmniej za granicę i za cel obrałem miasto Arad. Na stronie blablacar znalazłem dobrze wyglądającą ofertę przejazdu za 20zł, więc zbyt długo się nie wahałem. Zarezerwowałem pokój w hostelu i umówiłem się z kierowcą. Około południa wyruszyłem w kierunku Aradu. 

Poza szoferem w samochodzie znajdował się jeszcze jeden mężczyzna. Obaj ubrani byli w garnitury, na oczach przez cały czas mieli okulary Ray Ban. Jak udało mi się dowiedzieć, odbywali podróż służbową - pracowali jako sprzedawcy dla firmy zajmującej się recyklingiem. Kierowca był bardzo gadatliwy, natomiast drugi z mężczyzn wtrącał coś tylko czasami, lecz wydawało się, że z dużym zainteresowaniem. Dowiedziałem się od nich, że kiedy jeżdżą za granicę, nie przyznają się do bycia Rumunami i starają się nie rozmawiać pomiędzy sobą po rumuńsku, gdyż momentalnie ściągają na siebie spojrzenia i nazywani są Cyganami. Gwoli ścisłości (chociaż po prywatnych wiadomościach wiem, że tego bloga czytają osoby inteligentne) Rumuni to nie są Cyganie! To tak, jakby powiedzieć, że Polacy to Żydzi, jednak Cygan to słowo kojarzące się w dzisiejszych czasach bardzo negatywnie. 

Moi towarzysze podróży mieli o Cyganach bardzo złe zdanie. Rozmawialiśmy o tym, czekając w kolejce na granicy, gdzie dokładnie sprawdzono nasze dokumenty. Każda znajdująca się w samochodzie osoba musiała potwierdzić swoją obecność i pozwolić na porównanie ze zdjęciem z dowodu osobistego.  

2. Arad


Podałem kierowcy adres hostelu, a po krótkich poszukiwaniach w nawigacji okazało się, że znajdujemy się bardzo blisko celu. Moi kompani obiecali poczekać w samochodzie tak długo, aż znajdę się w "hostelu". Nikt nie otwierał, więc mój szofer wysiadł z samochodu i zapukał w opuszczoną roletę okienną. 

Za szybą momentalnie pojawiła się młoda kobieta o ciemnej karnacji, a mój znajomy zakomunikował po rumuńsku coś, co moim zdaniem musiało znaczyć:

- To jest wasz polski gość, który zarezerwował tu pokój
- Już pędzę

Po czym dał mi złotą radę:

- Jak jesteś w Rumunii, możesz pukać ludziom w okna. Tak to się tutaj robi 

Po chwili zjawiła się właścicielka, wszedłem do budynku, a samochód odjechał. To nie był hostel, tylko zwykły dom w cichej, bocznej uliczce. Czułem się, jakbym był na wsi; powietrze przeszywało głośne szczekanie psów, czuć było zapach palonego drewna. Kto raz był na wsi, ten wie, co mam na myśli. Drzwi na podwórko miały kwadratową dziurę obok klamki - jak się później dowiedziałem, dziura służyła do wsadzania do niej ręki i przekręcania znajdującego się z drugiej strony klucza. To było całe zabezpieczenie, bo drzwi od domu były stale otwarte.

System antywłamaniowy

Kobieta pokazała mi pokój. Dostałem rower, którym pojechałem do centrum miasta (podróż zajęła mi około 10 minut - muszę dodać, że mąż właścicielki pożyczył mi rękawiczki, które mi się przydały). Wtedy poczułem, że wszystkie moje obawy związane z Rumunią były zupełnie bezpodstawne. Zawsze mi się wydawało, że Rumunia jest biednym i niebezpiecznym krajem, a tymczasem okazało się, że to wszystko nieprawda. Arad to bardzo ładne i zadane miasto, a Rumuni przypominają mi Polaków. Jeździłem rowerem po centrum - główna ulica miasta to Bulevardul Revoluţiei. Po zmroku to miejsce wygląda świetnie. W centrum był również targ bożonarodzeniowy, gdzie ludzie pili grzane wino. Okropnie żałuję, że nie wziąłem ze sobą aparatu, a do dyspozycji miałem jedynie smartfona. 
Ratusz w Arad
Kościół prawosławny
Dekoracja na świątecznym jarmarku zrobiła na mnie wrażenie
Po jakimś czasie poczułem głód. Znalazłem bankomat i pobrałem pieniądze, za które mogłem zjeść kolację i zapłacić za pobyt w hostelu. Po krótkim czasie znalazłem restaurację (Restaurant Coandi Mic, Piața Avram Iancu) i zostawiwszy przed nią rower, wszedłem do środka. Byłem jedynym gościem. Powitał mnie starszy mężczyzna i zaproponował coś do picia. Poprosiłem o piwo, bo nie znam się na winie, blog o winie prowadzi Michał. Później przez chwilę nic się nie działo, więc odciągnąłem go od oglądania telewizji i poprosiłem, żeby pomógł mi wybrać. Moi towarzysze podróży dali już mi wcześniej wskazówki, więc coś kojarzyłem. 

- Macie mięso w kapuście? Jakoś na "s"?
- Sarmale? Chcesz Sarmale?
- Tak
- Naprawdę chcesz Sarmale, mój przyjacielu?
- Tak... tak myślę
- Sarmale! O tak, to dobrze! Zróbcie mu Sarmale!

I wrócił do oglądania telewizji. Okazało się, że Sarmale to jedno z najtańszych dań, jakie było dostępne w karcie. Nie wiedziałem tego przy zamawianiu, więc miałem wątpliwości, czy coś, co kosztuje 21 lei (21zł) nadaje się do jedzenia. Okazało się jednak, że nadawało się i było całkiem niezłe, w załączonym linku Robert Makłowicz przygotowuje to danie w Mołdawii, zdaje się więc, że jest obecne również poza Rumunią, a przypomina do złudzenia gołąbki. Właściciel przybytku co chwilę przychodził sprawdzić, czy już zjadłem, a jednocześnie mówił, żebym się nie spieszył, a także nic nie oferował. Za całą kolację w tej dobrze wyglądającej restauracji zapłaciłem jedynie 28 lei.  

Rumuńskie piwo Ciuc - "100% Romanian, my friend"
Sarmale

Udałem się do domu. Na powitanie wyszła mi właścicielka, która okazała się całkiem rozmowna. Dowiedziałem się, że pochodzi z Tunezji, a jej mąż jest Francuzem, który studiuje w Rumunii medycynę. Pokazała mi strony internetowe, które tworzy i wymieniliśmy się różnymi uwagami. Okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Właścicielka postanowiła, że przyrządzi mi sok w sokowirówce. Rozmawialiśmy tak ze dwie godziny, po czym poszedłem spać. 

Nazajutrz zabrałem się za zwiedzanie Aradu. Zobaczyłem Ratusz, Kościół ewangelicki, Dom kultury, Kościół katolicki oraz teatr. Kupiłem również pocztówki. Muszę nadmienić, że Arad bardziej podobał mi się nocą. 
Rzeźba
Zatrzymać aborcję, nie zabijać
Kościół prawosławny
Karácsonyi
Ratusz w Arad
Stare miasto w Arad, okolice Ratusza
Nagrobek słupowy
Nagrobek słupowy
Nagrobki słupowe
KEBAB KEVIN
Stajenka znajdująca się w okolicach Ratusza
Kościół
Centrum handlowe
Wnętrze centrum handlowego
Poranek w Arad
Pączki z glazurą
"Statua wolności" - pomnik upamiętniający egzekucję 13 dowódców wojskowych
Pomnik upamiętniający walczących w 1848 przeciwko węgierskiej niepodległości
Dworzec kolejowy w Arad
Dworzec kolejowy w Arad
Dworzec kolejowy w Arad
Dworzec kolejowy w Arad
Dworzec kolejowy w Arad

3. Podróż do Cluj-Napoca


Bardzo chciałem dotrzeć do Cluj-Napoca, lecz nadal nie miałem potwierdzenia mojej rezerwacji w blablacar, którą utworzyłem dzień wcześniej. Nie otrzymałem również odpowiedzi na mojego SMS-a, a kierowca nie odbierał telefonu. Poszedłem na dworzec kolejowy, gdzie mielibyśmy się teoretycznie spotkać i zauważyłem wiadomość, którą przesłał mi przez aplikację. Wynikało z niej, że nie ma miejsca w samochodzie. Wszedłem do budynku dworca, lecz nie było pociągów do Cluj-Napoca. Poszedłem na dworzec autobusowy i znalazłem okienko z informacją turystyczną. W pomieszczeniu siedziało kilku facetów, którzy wyglądali tak, jakby właśnie wrócili z pracy na budowie albo w kopalnii. "Szef" jadł bułkę. Spytałem, czy mówi po angielsku, ale nie mówił. Na moje pytanie o Cluj-Napoca, powiedział funny oraz tysiąc innych słów, z których zrozumiałem słowo "szofer". Zastanawiałem się, co go śmieszy z tym funny, ale okazało się, że FANY to nazwa firmy przewozowej. 
FANY - rumuńska firma przewozowa
Droga do Cluj-Napoca

Kierowca mówił po angielsku i powiedział, że odjeżdża za pół godziny i mogę jechać, a jak dojedziemy to wsadzi mnie w taksówkę. Przed odjazdem miały miejsce sceny niczym z polskich supermarketów w dzień promocji na karpia. Wyglądało to tak, że kilkunastu emerytów zaczęło się pchać do środka mikrobusa, w konsekwencji czego cała procedura wsiadania tylko się przeciągnęła w czasie. Jechaliśmy przez Oradeę oraz kilkadziesiąt wiosek, których nazw już nie pamiętam. Wyglądało to tak, że jechaliśmy wąskimi rumuńskimi dróżkami i zatrzymywaliśmy się przy przystankach złożonych ze słupa wbitego w ziemię, albo tam, gdzie akurat ktoś chciał wysiąść. Mam nadzieję, że w innych częściach Rumunii drogi nie wyglądają tak źle, bo przypominają te polskie w latach 90-tych, lecz zauważyłem coś jeszcze - względnie dobre odcinki drogi w niektórych miejscach zamieniają się w gruz, by po kilkudziesięciu metrach wszystko wracało do normy.

Kierowca na początku jechał dość szybko, bo na wyjeździe z Aradu utknęliśmy w korku i chciał nadrobić stracony czas, lecz później już się nie spieszył. Jeszcze na początku podróży zagadał do mnie siedzący obok mnie mężczyzna, a ja - chcąc podtrzymać rozmowę - próbowałem dopytać się, gdzie jesteśmy. Niestety nie mówił po angielsku, ale jakimś czasie poprosił podróżujące na siedzeniach przed nami dziewczyny, o pomoc. 

Ciekawą sytuacją było zatrzymanie nas przez policję. Funkcjonariusze kazali wszystkim zapiąć pasy, a kierowca chyba dostał mandat za to, że nie przypilnował pasażerów. Tłumaczył się, pokazując władzy naklejkę, która nakazywała jazdę w zapiętych pasach, lecz chyba niewiele to pomogło.
Droga do Cluj-Napoca
Podróż trwała kilka godzin. W pewnym momencie kierowca nagle zatrzymał busa, pokazał na mnie palcem i kazał iść za sobą. Byliśmy na postoju taksówek w Cluj-Napoca.

4. Cluj-Napoca


Dotarłem do hostelu i był to najfajniejszy hostel, w jakim do tej pory byłem, a kosztował bardzo niewiele. Tego dnia wszędzie zalegała gęsta mgła; idąc przez park Aranya Jánosa byłem wręcz zachwycony klimatem tego miejsca. Od razu poszedłem do centrum miasta i zauważyłem, że jest w nim bardzo wielu studentów.

Cluj okazał się podobny do Aradu i również mi się spodobał. Niemal cały następny dzień spędziłem na zwiedzaniu. Zobaczyłem Ratusz miejski, Kościół Główny św. Michała, Teatr Narodowy, Uniwersytet Babeş-Bolyai, Pałac Szekely, Pałac Arcybiskupów Prawosławnych, Park Centralny, a także Węgierską Operę.

Rzeka Mały Samosz (rom. Someşul Mic)
Ratusz miejski
Trolejbus
Kościół Główny św. Michała
Kościół prawosławny
Teatr Rumuński
Bocskai István
Polskie produkty żywnościowe
Węgierski Uniwersytet Siedmiogrodzki
Most Elżbiety
Most Elżbiety
Kanał
Obiad

Stwierdziłem również, że po Cluj-Napoca jeżdżą polskie autobusy Solaris oraz tramwaje firmy Pesa.
Wspominał mi o tym wcześniej przewodnik Budapeszt, który odwiedził wcześniej również Rumunię. 

Zrobiłem zakupy i postanowiłem wracać do Budapesztu, gdyż miałem pilne sprawy do załatwienia. Niestety nie mogłem zostać dłużej, lecz na szczęście pogoda bardzo się zepsuła i nie było mi tak strasznie żal, że wyjeżdżam. Tak, czy inaczej, wiem, że koniecznie muszę wrócić do Rumunii na co najmniej 2 tygodnie, bo jest to jedno z najfajniejszych państw, w jakich byłem.

Rzeka Mały Samosz (rom. Someşul Mic)
Opera Węgierska
Powrót na Węgry był bardzo ciekawy, gdyż kierowcą auta, którym jechałem, był śpiewak operowy Sándor Árpád, występujący na co dzień na deskach Węgierskiej Opery w Cluj-Napoca (węg. Kolozsvár). 

 

Na tylnej kanapie samochodu jechało z nami 3 innych turystów - byli to pochodzący z Anglii Zack, Will i Rosanna, których nazwałem Harrym, Ronem i Hermioną.  Bardzo się cieszę, że udało mi się bardzo interesująco porozmawiać z kierowcą (który okazał się równie pomocny, co kierowca, z którym jechałem do Aradu) i z nowymi angielskimi znajomymi. Była to niezapomniana przygoda i niezła frajda.

Droga powrotna

16 listopada 2016

Węgry rezygnują ze zmiany czasu!

Węgrzy od zarania dziejów przekonują nas, że u nich wszystko jest inaczej. Tym razem nasi bratankowie wpadli na pomysł, żeby przestać zmieniać czas z letniego na zimowy. Węgry mogą być pierwszym państwem Unii Europejskiej, które zdecyduje się na takie rozwiązanie. 
Blog o Węgrzech zmiana czasu

1. Nieoczekiwane porozumienie


Z inicjatywą zaprzestania dokonywania zmian czasu wyszła skrajnie prawicowa partia Jobbik i ku niemałemu zaskoczeniu, pomysł ten zyskał poparcie największej partii w węgierskim parlamencie, czyli Fidesz-u. Głównym pomysłodawcą był prawicowy polityk Kepli Lajos. Jego zdaniem Węgry powinny być każdego lata w tej samej strefie czasowej, co większość państw Unii Europejskiej (czas środkowoeuropejski), natomiast zimą - z powodu nieprzestawiania zegarków - powinny znajdować się w tej samej strefie czasowej, co Turcja, Bułgaria i Ukraina, czyli o jedną godzinę do przodu względem czasu środkowoeuropejskiego. Węgrzy nie chcą jednak poprzestać na sobie, dlatego też planują konsultacje z przedstawicielami innych państw Wspólnoty, celem namówienia ich do uczestnictwa w inicjatywie.

Polityk wysunął tezę, iż dokonywanie zmian czasu pogarsza samopoczucie, może zwiększać zużycie energii, a także być kłopotliwe dla przedsiębiorców. Co ciekawe, Ministerstwo Rozwoju zaakceptowało ten pomysł mimo tego, że jeszcze w kwietniu było temu przeciwne. Jobbik usłyszał wtedy kategoryczne "nie", lecz po pół roku powrócił ze swoim pomysłem, by nagle otrzymać zgodę. Warto odnotować, że pomysł ten nie jest sprzeczny z prawem unijnym. Dyrektywa dotycząca dokonywania zmian czasu nie jest obowiązkowa, dzięki czemu kwestia ta pozostaje w rękach władz narodowych. 
Blog o Węgrzech zmiana czasu
Warto odnotować, że choć żadne państwo Unii Europejskiej nie zdecydowało się wcześniej na taki krok i Węgry mogą być w tym gronie pierwsze, to jednak są kraje, w których taka decyzja została podjęta. Było tak np. w Turcji (w tym roku), oraz w Rosji i na Białorusi (dwa lata temu). Co ciekawe, za pomysłem dokonywania zmian czasu zależnie od panującej pory roku, stoją poniekąd sami Węgrzy. Czas po raz pierwszy zmieniono 100 lat temu, w 1916 roku, w czasach Austro-Węgier, lecz wskazówki zostały przesunięte do przodu. Miało to na celu wydłużenie letnich dni, ponieważ nieważne o której wstawało się rano - o piątej, czy o szóstej - i tak było wtedy jasno. 

2. Czy zmiana czasu jest korzystna? 

Dokonanie zmiany czasu nie jest trudne. Większość z posiadanych przez nas urządzeń robi to samoczynnie. Smartfony i komputery łączą się z Internetem i pobierają najnowsze dane z serwerów Google, Microsoft i wielu innych. 

Inaczej jest natomiast z ludźmi. Zmiana czasu jest dla ludzkiego organizmu niemałym wyzwaniem. Ciało nie jest mechanizmem, który pozostaje obojętnym na tego rodzaju zmiany. Każda osoba, która prowadzi w miarę regularny tryb życia, odczuwa na sobie skutki manipulacji czasem. Rytm dobowy zostaje zakłócony - ludzkie ciało, aby prawidłowo funkcjonować musi zmieniać swoją temperaturę, a także inne parametry pracy (jak np. ciśnienie krwi) zależnie od pory dnia i nocy.

Zespół nagłej zmiany strefy czasowej dotyczy zwłaszcza osób podróżujących samolotem do miejsc, w których panuje inna strefa czasowa, lecz (oczywiście w znacznie mniejszym stopniu) pojawia się również na skutek zmiany czasu letniego na zimowy. Zaburzony jest wówczas proces wydzielania niektórych hormonów, np. kortyzolu (tzw. hormon stresu, odpowiadający również za jakość snu), a także melatoniny (odpowiedzialnej za regulację rytmu dobowego). Niektóre osoby doświadczają również uczucia chłodu, lub gorąca. 

Blog o Węgrzech zmiana czasu

W skrajnych przypadkach (raczej dopiero przy pokonywaniu kilku stref czasowych) objawy stają się bardziej dokuczliwe i niezmiernie utrudniają prawidłowe funkcjonowanie. Podczas podróżowania do Japonii, (różnica - zależnie od panującej akurat pory roku - może wynosić 7 lub 8 godzin) doświadczałem wielu przykrych objawów przez kilka następnych dni. Ich listę pozwoliłem sobie skopiować z Wikipedii.
  • zaburzenia snu
  • niemożność skupienia uwagi
  • krańcowe zmęczenie
  • zaburzenia apetytu i zaburzenia żołądkowo-jelitowe
  • złe samopoczucie
  • dezorientacja
  • senność
  • ból głowy
Zmiana strefy czasowej o jedną godzinę jest nie jest aż tak bardzo dokuczliwa, jak zmiana o 8 godzin, jednak w gruncie rzeczy jest tym samym, tylko na mniejszą skalę. Mam więc nadzieję, że Polska zdecyduje się na przyłączenie do pomysłu Węgrów.

Źródła/References: